Aktywna 8. Konrad Czerniak

Trzykrotny medalista mistrzostw świata, wicemistrz świata, dwukrotny mistrz Europy na krótkim basenie, medalista mistrzostw Europy, wielokrotny rekordzista Polski. W ubiegłym roku przeprowadził się z Hiszpanii do Poznania, gdzie trenuje pod opieką Michała Szymańskiego razem z zawodnikami Warty Poznań: Kacprem Majchrzakiem, Marcinem Stolarskim, Anną Dowgiert i Michałem Chudym.

Na nasze 8 aktywnych pytań odpowiada specjalista od sprintów i stylu motylkowego, Konrad Czerniak.

Co zafascynowało Cię w pływaniu?

Pływanie fascynowało mnie od dziecka. Mam starszych kuzynów, którzy pływali i od najmłodszych lat chciałem do nich dołączyć. Nie dawałem więc spokoju moim rodzicom i kiedy miałem 5 lat, zabrali mnie wreszcie do trenera. Pamiętam to do dziś: nie umiałem jeszcze pływać, a trener wepchnął mnie do wody i stwierdził, że jak wypłynę, to coś ze mnie będzie (śmiech).

W wodzie zawsze czułem lekkość, wszystkie zadania od trenera wykonywało mi się z dużą swobodą. W wodzie mogłem też wyzwolić nadmiar energii.

Muszę jednak przyznać, że na początku uprawiałem wiele sportów, m.in. tenis i siatkówkę. Ale z czasem inne sporty się wykruszyły, a pływanie trwało. Sport połączony z zabawą dawał mi ogromną przyjemność. Mieliśmy też swoją ekipę, więc tym przyjemniej chodziło się na treningi.
Treningi typowo sportowe i regularne rozpocząłem w liceum. Wtedy też o pływaniu zacząłem myśleć bardziej poważnie.

Czy od początku byłeś asem w pływaniu, czy na pierwsze sukcesy trzeba było poczekać?

Regionalne sukcesy przyszły dosyć szybko. W wieku 12 lat wziąłem udział w finałach Mistrzostw Polski. Potem jednak przyszedł regres i na pierwszy medal na imprezie juniorskiej musiałem czekać do 17 roku życia. Kiedy w liceum decydowałem o tym, by zamiast iść na studia związać swoją przyszłość z pływaniem, to było dość ryzykowne. Nie miałem oszałamiających wyników. Ale trener powiedział, że one przyjdą z czasem i trzeba mieć w sobie dużo cierpliwości i pokory.

Jak motywujesz się do codziennych treningów?

Teraz jest mi dużo łatwiej, bo po tylu latach wpada się w rytm, a organizm się przyzwyczaja. Poza tym wiem, że jeśli wcześniej wstanę, wcześniej skończę trening i będę miał czas na inne sprawy. Wczesne i regularne treningi były bardziej uciążliwe, gdy miałem te 18 lat. Znajomi chodzili na imprezy, koncerty, a ja musiałem iść wcześnie spać, bo wiedziałem, że rano jest trening i muszę na nim dać z siebie wszystko. Rówieśnicy tego nie rozumieli, myśleli, że pójdę spać w nocy, a rano najzwyczajniej w świecie popływam sobie na basenie.

Teraz młodym ludziom jest chyba jeszcze trudniej, bo jest cała masa atrakcji i odciągaczy, które potrafią wypełnić długie godziny, ale niestety nie dają niczego w zamian. Kiedy byłem mały rodzice musieli mnie siłą ściągać z podwórka do domu, a nie wypychać na dwór.

Który z dotychczasowych sukcesów jest dla Ciebie najważniejszy?

Ciężko powiedzieć, ale jak dotąd były 3 imprezy, które mocno wyryły się w mojej pamięci. Pierwsza to Mistrzostwa Europy juniorów – wywalczyłem wówczas pierwszy medal na międzynarodowej imprezie i uwierzyłem, że jestem w stanie rywalizować z najlepszymi; moja motywacja wzrosła wtedy o 200%.
Druga to Mistrzostwa Świata 2011, na których wywalczyłem srebro. Trzecia to Mistrzostwa Europy w Szczecinie. Możliwość wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego w towarzystwie rodziny i przyjaciół to było wyjątkowe, niezapomniane przeżycie.

Sport to nie tylko medale, ale i gorycz porażki. Jak radzić sobie z przegraną?

Na pewno szybko się o niej nie zapomina, zwłaszcza, że inni nam na to nie bardzo pozwalają. Kiedy odnosi się sukcesy, jest super, każdy przypisuje sobie zasługi, ale w przypadku porażki jest naprawdę ciężko. Tak, jakbyśmy zrobili coś złego, jakbyśmy przegrali celowo. A przecież nie zawsze można wygrywać. Stając na słupku, dajemy z siebie wszystko, bo przecież poświęcamy temu sportowi życie. Kiedy przychodzi porażka, wsparcie przydałoby się więc najbardziej… A tak o nie wtedy trudno.

Ja wtedy staram się odciąć od wszystkiego. Spędzam czas z rodziną, bo wiem, że oni mnie rozumieją.

Element treningu, który lubisz najbardziej i taki, który najchętniej byś ominął…

Lubię pływać sprinty, mocne, krótkie dystanse. Mniejszą sympatią darzę ćwiczenia tlenowe, wytrzymałościowe, bo są one dość nudne, ale wiem, że są konieczne.

Jakie akcesoria przydają się podczas treningów? Czy efektywny trening byłby bez nich możliwy?

Płetwy, łapki, rurka, kubeczki obciążające na pas, guma do rozciągania w wodzie. Pływam też z ciężarkami w dłoniach. Łapki w połączeniu z płetwami pomagają poprawić szybkość. Rurka jest dobra do pracy nad techniką i pozwala się skupić na górnych partiach ciała. Kubeczki dają lepsze czucie wody i sprawiają, że ruch jest bardziej efektywny.

Co powiedziałbyś młodym, początkującym? Co Twoim zdaniem jest niezbędne, by odnieść sukces?

Żeby się nie zrażali pierwszymi porażkami, bo cierpliwość w tej dyscyplinie jest kluczowa. Pływanie jest ciężkim sportem. Ważne, aby łączyć je z zabawą, czerpać z treningów przyjemność, no i starać się polubić chwilowy ból.

Dziękujemy za rozmowę!

Aktywna Redakcja

Aktywna Redakcja

W roli głosu redakcyjnego będziemy zadawać pytania, robić wywiady z inspirującymi ludźmi, informować o ciekawych eventach i tworzyć treści przy współpracy ze specjalistami z danej dyscypliny.

Czytaj także

Aktywna 8. Kacper Majchrzak

Komentarze: 13 października 2017
Copyright © 2018 Profil Aktywny. All rights reserved. Portal sponsorowany przez Grupę Kapitałową Martes Sport.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.