Konkurs Aktywna Zima – wyniki

Aktywna zima? Jak najbardziej! Swoimi pracami konkursowymi udowodniliście, że można być aktywnym o każdej porze roku, bez względu na warunki panujące za oknem! Przez kilka tygodni nadsyłaliście do nas swoje fotoreportaże i filmy. Wybór tych najlepszych był naprawdę bardzo trudny, bo każdy uczestnik udowodnił, że kocha aktywność, ma pasję, a w czasie uprawiania sportu czy swoich wypraw wykorzystuje odzież marek, które są partnerami naszego portalu.

Kategoria fotoreportaż
Kategoria film

Lista osób nagrodzonych w kategorii fotoreportaż

Miejsce I: Wioletta Matula

Marki: Elbrus, Hi-Tec

O autorze: Wiola uwielbia góry, szczególnie zimą. Od dziecka jeździ na nartach i na snowboardzie, więc zimowe aktywności nie są jej obce 🙂

Miejsce II: Anna Putek

Marki: Elbrus, Hi-Tec

O autorze: Anna kocha aktywność, szczególnie góry. Tatry w zimowej odsłonie? Są dla niej przepiękne, nawet gdy temperatura za oknem odradza wychodzenie z domu 😉

 

 

Miejsce III: Beata Przeczewska

Marki: Hi-Tec

O autorze: Beata jest miłośniczką gór, pieszych wędrówek, na co dzień pracuje jako logopeda i animator dziecięcy. Beata przysłała nam również opis swojej ostatniej przygody w górach.

W piękny, środowy poranek wstajemy o godz. 5.30. Jemy porządne śniadanie i pijemy mocną kawę. Wybieramy się na Grzesia, więc musimy mieć siły i energię. Termometr wskazuje minus 6 stopni Celsjusza. Wyjeżdżamy spod domku, w którym się zatrzymaliśmy. Dojeżdżamy do Doliny Chochołowskiej. Ciepło ubrani i w dobrych humorach, ok. godz. 7.00 ruszamy z Siwej Polany. Jeszcze jest szaro. Z jednej strony wschodzi słońce, a z drugiej widać księżyc. Zapowiada się piękny dzień

Za nami rusza młode małżeństwo. Witamy się, jak to na szlaku, mówiąc „cześć”. Co jakiś czas się wymijamy. Podziwiamy białe polany, domki pasterskie. Po lewej są skały Kmietowicza, po prawej płynie strumyk. Jest taka cisza, że słychać tylko skrzypiący pod nogami śnieg i stukot kijków trekkingowych. To miłe dla uszu dźwięki. Przed nami widać budzące się do życia słońce i wyłaniające się ośnieżone szczyty. Wspinamy się coraz bardziej stromym, lekko oblodzonym fragmentem drogi i docieramy do rozwidlenia Polany Trzydniówki, gdzie robimy sobie zdjęcia.

Jeszcze trochę marszu i oczom ukazują się piękne obrazy. Od lewej strony widać ośnieżony i oświetlony Wołowiec, ciut poniżej Rakoń i Grześ. Warto wspomnieć, że w Dolinie Chochołowskiej, w tym miejscu, kręcona była scena do filmu Potop oraz jeden z odcinków Janosika. Mijamy drewniane szałasy na Polanie Chochołowskiej. Wymija nas trzech chłopaków, którzy z uśmiechem nas pozdrawiają

Docieramy do schroniska na Polanie Chochołowskiej, a za nami młode małżeństwo widziane na początku drogi. Pijemy herbatę i zajadamy czekoladę, aby wzmocnić siły na Grzesia. Przygotowujemy sprzęt: ubieramy stuptuty, raki, na górę plecaka wkładamy okulary przeciwsłoneczne, aby były pod ręką, wyciągamy cienkie i grube rękawiczki, sprawdzamy warunki pogodowe. Ubieramy chusty funkcyjne ciepłe i cienkie, przygotowujemy sobie po dwie czapki, bo wchodząc pod górę, jest naprawdę ciepło, za to im wyżej nagle robi się zimno. Trzeba być przygotowanym. Cały czas świeci słońce, jest prawie bezchmurne niebo. Pytam młode małżeństwo, dokąd zmierzają. Informują, że na Grzesia, a może na Rakoń, ale podobno tam mocno wieje. Latem, jak byliśmy, też było wietrznie. Zimą są trudniejsze warunki, więc im odradzamy. Gotowi do drogi ruszamy dalej. Najpierw łagodnie, a potem ostro wspinamy się pod górę. Wiatrołomy leżą co chwilę, momentami utrudniają wędrówkę, ale nie jest źle.

Zza drzew cały czas zagląda do nas słońce. Docieramy do Przełęczy Bobrowieckiej, gdzie robimy chwilę postoju i łapiemy oddech. Ciepło nam od tej wspinaczki. Uśmiechy jednak nie znikają. Idziemy dalej ścieżką wśród drzew. Czeka nas ostry zakręt w prawo, który potem prowadzi do wyjścia z grani lasu. W tym miejscu robimy kolejne zdjęcia. Śniegu jest mnóstwo.

Mija nas Pan „w moro”, którego widzieliśmy wcześniej w schronisku oraz dogania trójka chłopaków z Polany. Wychodzimy z lasu. Słońce przymyka nam oczy, więc sięgamy po okulary. Robi się chłodniej i mocniej wieje. Latem tu są piękne krzewy kosodrzewiny!

Decydujemy się iść wyżej. Świeci piękne słońce. Po kilkunastu minutach docieramy na szczyt Grześ-1653 m n.p.m., gdzie od 1992 r. stoi drewniany krzyż.

Na szczycie jest już młode małżeństwo, Pan „w moro”, docierają chłopacy i pojawia się też starsze małżeństwo, które zmierza na Rakoń. Robimy zdjęcia, podziwiamy widoki. Jest zimniej. Ubieramy grube rękawice. Na szczycie byliśmy około 5 minut. Nie jemy i nie pijemy herbaty jak zawsze, bo mimo słońca wieje coraz mocniej. Widzimy jak w tle na Wołowcu i Rakoniu silny wiatr podrywa śnieg, więc decydujemy, że schodzimy. Dajemy kilkanaście kroków i nagle, w ciągu dosłownie dwóch minut, zrywa się silny i tak porywisty wiatr, że uniemożliwia pójście dalej. Zamiata na nas śnieg. Ja wpadam w panikę, trzęsę się. Jednak słucham wskazówek męża i zapieram się kijkami, wbijam raki w śnieg i kucam, aby wiatr mnie nie zepchnął. Czekamy chwilę. Rozglądam się, gdzie są wszyscy ludzie, Pan „w moro”, młode małżeństwo i jeden z trzech chłopaków schodzą przed nami. Starszego małżeństwa i pozostałych kolegów nie widać. Ruszyli dalej. Martwię się o siebie, męża i pozostałych. Dlaczego inni idą na Rakoń, skoro tak strasznie wieje? W końcu wiatr robi się trochę lżejszy. Dajemy kilka kroków w dół, na przykucniętych nogach, podpierając się kijkami, plecami do wiatru. Niestety to tylko parę kroków. Zrywa się jeszcze mocniejszy wiatr, który wręcz każe kucnąć nam nisko tuż przy ziemi.

Mój mąż kuca. Ja nie jestem w stanie się utrzymać! Zwiewa mi prawie kije, wiatr unosi śnieg i bryłki lody do góry i powstaje biała ściana! Nic nie widać! Wiatr pcha mnie do przodu. Mąż coś do mnie krzyczy, a ja ze strachu i paniki nic nie słyszę. Nagle czuje jak szarpie mnie za plecak, ściąga w dół i krzyczy „siadaj i pochyl się, NIE PANIKUJ!”

Ok, dociera do mnie, że panika mi nie pomoże. W myślach mówię sobie, będzie dobrze, powoli zejdziesz do schroniska, nic się nie stanie, jesteś dzielna. Siedzimy na górce pod Grzesiem, mąż mnie osłania i trzyma, lód bije mi w prawy policzek, boli. Ręce zamarzają. Mąż dostaje lodem po prawej stronie pleców w okolicy nerek. Nie widać nic ani szczytów, ani ludzi, którzy są tuż za nami. Trwało to tak naprawdę krótko, może około 2-3 minuty, ale dla mnie to była wieczność. Trochę zelżało. Unosimy się ciut do góry, schodzimy pochyleni krok po kroku, sprawdzając drogę jednym kijem ( zrobiły się nasypy śniegu), drugim się podpierając. Wiatr mocno wieje w plecy, trzymamy się z mężem blisko siebie, słucham jego wskazówek jak mam iść, przypominają mi się też wszystkie rady Ratownika Topr-u i setki przeczytanych artykułów na portalach górskich. Widzimy już kosodrzewiny i drzewa. Byleby dojść do nich dojść i do lasu! Po kilkunastu minutach dochodzimy. Tu mamy chwilę na ochłonięcie i złapanie oddechu. Ubieramy dodatkowe, ciepłe rzeczy, aby się rozgrzać.
Już teraz będzie dobrze! Ale martwię się o tych dwóch chłopaków i starsze małżeństwo. Idziemy już spokojni lasem do schroniska. Nie wieje. Jesteśmy bezpieczni! Mijamy ludzi, którzy idą w górę. Ostrzegamy ich. Niektórzy się cofają. Informuję też dwóch mężczyzn, że strasznie wieje, żeby nie szli, że naprawdę jest u góry zamieć, na co słyszę „no i co z tego, w górach tak bywa, że wieje” i idą dalej. Tuż pod schroniskiem ktoś nas dogania, to dwóch kolegów biegnie w dół, chcą dogonić kumpla, który się wycofał na Grzesiu. Uff ulga oni też zeszli.
W schronisku ogrzewamy się gorącą herbatą i jemy kanapki. W nagrodę zajadamy pyszną szarlotkę chochołowską i do tego kawa. Rozmawiamy z młodym małżeństwem, cieszymy się, że jesteśmy bezpieczni. I kolejna ulga, pojawia się starsze małżeństwo, na szczęście cali i zdrowi. Informują, że wycofali się z Rakonia, bo wiatr ich obalił i nie byli w stanie dalej pójść.
Najedzeni, bezpieczni i pełni wrażeń wracamy ze schroniska. Cały czas pada śnieg i wieje wiatr. Ze szlaku zsypało cały śnieg, pozostał lód, raki mamy dalej na nogach. Już jest spokojnie i bezpiecznie. Dochodzimy do auta na Siwej Polanie. Pełni wrażeń, mądrzejsi, z nowymi doświadczeniami i szacunkiem do gór wracamy do domu. Niestety zdjęć z wichury na szczycie nie ma, bo siłą rzeczy nie dało rady robić. Nawet nie myśleliśmy o zdjęciach. Poniżej zdjęcie popsutej pogody już po wyjściu ze schroniska.

Opisałam naszą wędrówkę z wrażenia. Pierwszy raz coś takiego przeżyłam. Niech będzie ona też przestrogą, bo wielu turystów chodzi nieprzygotowanych. Nie uważam się za orła wśród gór. Jestem ich miłośniczką. Razem z mężem dużo czytamy na ten temat, szukamy wskazówek. Mam czasami problem z opanowaniem paniki. Kiedyś bałam się łańcuchów, stromych skał, dużych przestrzeni, wysokich szczytów. Co roku jestem mądrzejsza i odważniejsza. Góry mnie dużo uczą. 10 lat temu zaczynaliśmy od Dolin. Co roku wchodzimy coraz wyżej. Dzięki mojemu mężowi czuje się też bezpieczna w górach! Czasami dziwiłam się mu, ile to można czytać o górach. Ile to można oglądać programów na Discovery. A jednak można! I dobrze, dzięki Bogu! Jestem dumna z mojego męża i wdzięczna za wsparcie i mądrość w górach. Chcemy wchodzić wyżej i wyżej, ale stopniowo. Inwestujemy też w dobry sprzęt i odzież. I nie zawsze chodzi tu o drogie ubrania, z górnej półki, ale o odpowiednie. I tym razem, mimo lodu, nawet w dolinach widzieliśmy ludzi w adidasach, dresach i bez plecaków. To też nie chodzi, żeby rezygnować z gór, ale robić to mądrze i bezpiecznie. Wiadomo natura i pogoda jest czasami silniejsza. Ale rozwaga jest potrzebna.
Życzę wszystkim miłośnikom gór bezpiecznych podróży, dobrej pogody i pięknych widoków! Dwa dni przed tą przygodą byliśmy w schronisku na Hali Kondratowej, gdzie na ścianie wisiał cytat „DO GÓR TRZEBA DORASTAĆ, A NIE OBNIŻAĆ GÓRY DO SIEBIE”. Zapisałam go sobie, jest motywujący i inspirujący.

 

Miejsca IV- VIII

Natalia Demusz

Marki: Elbrus

O autorze: W jeden z weekendów wybrała się w Tatry i… wróciła z nich totalnie zauroczona.

 

Katarzyna Krawczuk

Marki: Elbrus

O autorze: Dla Kasi niemożliwe nie istnieje. Jak mówi: Każdy ma swój sposób na szczęście, a ja jestem szczęśliwa kiedy jestem aktywna i mogę spełniać swoje marzenia!

Marcin Kiecka

Marki: Hi-Tec, Elbrus

O autorze: Aktywna rodzina, która kocha wypady w góry!

 

Sebastian Nikiel

Marki: Hi-Tec

O autorze: W górach odnajduje piękno, ciszę i wolność. Uważa, że góry obnażają słabości, ale też zachwycają czymś niepowtarzalnym. Zdjęcia do konkursu zrobił w Beskidzie Śląskim.

 

Mariusz Gaza

Marki: Elbrus, Hi-Tec

O autorze: Mariusz jest aktywny przez cały rok, a najbardziej kocha góry.

 

Lista nagrodzonych w kategorii film

I miejsce: Artur Młynarczyk

Marki: Elbrus

O autorze: Góry, morsowanie – Artur kocha zimę i zimowe aktywności!

 

II miejsce: Anna Michalska

Marki: Elbrus

O autorze: Czerwone Wierchy z ukochanym mężem – to dla Anny najlepszy pomysł na weekend.

 

III miejsce: Anita Małolepszy

Marki: Hi-Tec

O autorze: Fanka biegania z dusza poetki.

 

Miejsca IV – VIII

Marcela Różańska

Marki: Elbrus, Iguana

O autorze: Rodzina Marceli jest bardzo aktywna.

 

Agnieszka Domagała

Marki: Hi-Tec

O autorze: Aga i Rafał razem ze swoim Hachiko adoptowanym ze schroniska co niedzielę robią ok. 12 km z Leszna do Osiecznej. Żadna pogoda ich nie zraża, bo kochają ruch. Kilka razy do roku wyjeżdżają w góry, gdzie pokonują wzgórza, górki, szczyty. Biora też udział w dogtrekkingu.

 

Przemysław Knaź

Marki: Hi-Tec

O autorze: Specjalista od dyscypliny zwanej Showdown.

 

Teresa Rogala Aniszewska

Marki: Elbrus

O autorce: Miłośniczka Tatr.

 

Agnieszka Ing

Marki: Elbrus, hi-Tec

O autorze: Film z wejścia na Kasprowy.

Aktywna Redakcja

Aktywna Redakcja

W roli głosu redakcyjnego będziemy zadawać pytania, robić wywiady z inspirującymi ludźmi, informować o ciekawych eventach i tworzyć treści przy współpracy ze specjalistami z danej dyscypliny.
Copyright © 2018 Profil Aktywny. All rights reserved. Portal sponsorowany przez Grupę Kapitałową Martes Sport.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.