Atrakcje Tatr Niskich. Co robić, gdy trafisz na niepogodę?

08 październik 2019
Atrakcje Tatr Niskich. Co robić, gdy trafisz na niepogodę?

Kontynuujemy naszą relację z wypadu w Niskie Tatry. Dzień wcześniej wspięliśmy się na Dziumbier i przeszliśmy granią przez Konske aż do Chopoka. Najwyższe szczyty Niskich Tatr w jeden dzień. Dzisiaj budzimy się w hotelu, na zewnątrz leje, na dobre rozsiadła się mgła, a w nocy spadł pierwszy tej jesieni śnieg. Co teraz?

Niskie Tatry? Ahoj Slovensko!
Czytaj dalej →

Obsługa do przekazanych kluczy dołączyła farelkę. O tej porze roku nie ma tu prawie nikogo i można się poczuć jak bohater filmu „Lśnienie”. Nie opłaca się grzać. Przy śniadaniu już wiemy, że nici z naszych dalszych ekspedycji tatrzańskich. Co teraz?

Na szczęście słowacki region Liptów nie kończy się na górach. Po paru godzinach odpoczynku jesteśmy już spakowani i gotowi na więcej.

Demianowskie jaskinie

Tym razem tylko mijamy demianowskie jaskinie, wśród których najpopularniejsze są Jaskinia Swobody (Wolności) oraz Lodowa. Ta druga jest jedną z pierwszych znanych jaskiń na świecie. Wyróżnia ją zlodowacenie – tu nawet latem temperatura nie przekracza 0 stopni. Swój charakter zawdzięcza płynącej tędy Demianówce (tak, tak, tę nazwę nosi nie tylko popularny likier ziołowy).

Jedziesz w góry? Dobrze się ubierz!
Czytaj dalej →

Liptovsky Mikulas

Czym prędzej opuszczamy socjalistyczny Liptovsky Mikulas… No dobra, 30-tysięczna miejscowość być może nie należy do najpiękniejszych, ale parę rzeczy warto wiedzieć i zobaczyć.

  • Po pierwsze, to tutaj stracono słynnego Janosika, Robin Hooda z Trnova.
  • Po drugie – 18 z 28 medali zdobytych przez Słowaków na letnich igrzyskach olimpijskich to medale kajakarzy. W odmianie górskiej nasi południowi sąsiedzi są potężni. Na miejskim torze im. Ondreja Cibaka trenują olimpijscy medaliści Michal Martikán i Elena Kaliská. Obiekt, jeden z większych w kraju, ma nawet trybunę, a na miejscu działa agencja raftingowa, która spławia żądnych wrażeń turystów na pontonach.
  • Po trzecie w końcu Petra Vlhova. To tu urodziła się i wychowała złota, srebrna i brązowa medalistka ostatnich Mistrzostw Świata w narciarstwie. Zawodniczka w Pucharze Świata rywalizuje tylko z Amerykanką Mikaelą Shiffrin, na Słowacji ma status supergwiazdy. Reklamuje samochody, udziela się w telewizji, a zimą można ją spotkać na stokach Chopoka.

W Liptowskim Mikulaszu czuć, że to miejsce sportów outdoorowych, blisko związanych z przyrodą i stawianymi przez nią warunkami. Rozgrywają się tu zawody sztafetowe łączące pływanie, bieganie i… skialpinizm.

Na Babią Górę bez tłoku na trasie!
Czytaj dalej →

Wody zimne i gorące

A propos pływania. Znajduje się tu największy zbiornik zaporowy na Słowacji. Liptowska Mara ściąga letników, którzy doceniają liczne plaże i kąpiele z widokami na góry. Z jednej strony Niskie Tatry, z drugiej Wysokie. Do tego słońce, orzeźwiająca woda, napoje z palemką… Tak wyobrażam sobie emeryturę.

Od północnej strony rozsiadły się tu kempingi i pola namiotowe, podobnie jak w górach wyrastają tu też nowoczesne, stylizowane na skandynawskie apartamentowce. Latem można też popływać na łódkach albo stateczkiem, który zabierze nas w rejs. Widać, że ten region najlepsze lata ma przed sobą.

Mimo jesiennej aury wbijamy do wody. Zimno! A gdy już o tym mowa – Liptów słynie z gorących źródeł. Najpopularniejszym miejscem jest oczywiście megaaquapark Tatralandia i równie słynna Besenova. Kąpieliska termalne znajdują się tu też także m.in. w Liptowskim Janie albo Luckach.

Wprawieni turyści, za jakich uchodzimy (hehe), poszukują dalej. I tak trafiamy do wsi Kalameny, skąd odbijamy polną drogą w górę i po paruset metrach docieramy na miejsce. Termalne jazierko w Kalamenach to dzikie gorące źródełko, gdzie za szatnię robi skromna ławeczka, za toaletę krzaczki, a czas odmierza zawieszony wysoko na drzewie zegar z Radomia (przynajmniej tak twierdzą lokalsi).

Wody jest nawet nie po kolana, więc trzeba się położyć, aby zanurzyć w siarkowej wodzie. Jest fajnie, bo obok nas żartuje czesko-słowacki duet, który – jak się dowiadujemy – przyjeżdża specjalnie w to miejsce na krótsze i dłuższe wakacje.

Szczyrk

Wracamy do Polski. Po drodze mijamy jeszcze Orawski Hrad, czyli zamek położony wysoko na skale (112 m ponad płynącą u podnóża rzeką Orawa). Udziela nam się charakter tego miejsca – do zamku prowadzą uliczki, przy których stoją gustowne domy. Podobno na skale udało się go zbudować tylko dzięki pomocy diabła, który miał ogarnąć temat w tydzień. Dzięki Bogu nie zdążył, a Marek nie musiał oddawać swojej duszy.

Co zrobić z takim fajnym popołudniem? Jedziemy do Szczyrku. Na Skrzycznem (1257 m n.p.m.) każdy z nas był wiele razy, ale zawsze dobrze odwiedzić trzeci najwyższy szczyt w Beskidach i znajdujące się tam schronisko PTTK. Z uwagi na porę do góry idziemy (biegniemy?) trasami i chwilę później raczymy się herbatą i pomidorową.

To zdecydowanie był dobry wypad, tylko dlaczego taki krótki? Już planujemy kolejny. Kolejne.

Relację przygotował dla nas Dominik, a towarzyszyli mu Weronika, Kamil i… Kamil

Dominik Łaciak

Od ponad 20 lat jest w trudnym (dla swojej kieszeni) związku z narciarstwem. W górach spędza ponad 40 dni w roku – jako pasjonat, pilot i instruktor narciarstwa. Najczęściej spotkacie go na Chopoku i Pilsku. Dominik praktycznie od zawsze lubił jeździć na nartach, ale kiedy poznał narciarstwo pozatrasowe, przepadł na dobre. Na całe szczęście, dzięki pracy instruktora, może łączyć przyjemne z pożytecznym i w górach spędzać znaczną część roku. Dominik to zresztą nie tylko praktyk. O narciarstwie pisze, narciarstwo fotografuje i filmuje. O swojej pasji opowiada m.in. na mikroblogu: https://www.facebook.com/dlaciak/.

Mogą Ci się spodobać

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się