Lodowiec Molltaler: na narty wcale nie trzeba czekać do zimy!

18 listopad 2019
Lodowiec Molltaler: na narty wcale nie trzeba czekać do zimy!

25 stopni w październiku, znajomi jadą na plażę i pytają, czy dołączymy? Nie, nie, my jedziemy na narty. Właśnie otworzyli lodowiec na Molltalerze w Austrii po przerwie, a przecież nie będziemy czekać na zimę w nieskończoność. 

Alpy Austria

Z uwagi na narodziny potomka nie mieliśmy w tym roku letnich wakacji. Jesteśmy zimowymi ludźmi, więc nie stęskniliśmy się za palmami (przynajmniej autor). Za wysokimi górami? Owszem. 

Pierwszy raz w Alpach! 

Jeżdżę na nartach od kiedy pamiętam, co zawdzięczam tacie. Wychowywałem się w czasach, w których Alpy kojarzyły się z luksusem i były poza zasięgiem kieszeni zwykłego Kowalskiego. Jeździliśmy rodziną na Słowację i do Czech, ale w Alpy zawitałem dopiero na studiach. Tym bardziej cieszy mnie, że mały Jan znalazł się w Alpach w wieku… 3 miesięcy! Gwoli ścisłości, po raz pierwszy zdobył szwajcarski trzytysięcznik Mont Fort jeszcze w brzuchu u mamy. 

Aktywny tata

Dlaczego akurat Molltaler Gletscher? Bo jako pierwszy rozpoczął ruch, a i okazało się, że działa tam mój całosezonowy karnet Sprytna Sezonka. Tu warto się na chwilę zatrzymać. Narciarstwo wiąże się z podróżowaniem, wymienianiem sprzętu i wolnym czasem, więc z definicji nie jest tanim sportem. Dzięki Sprytnej Sezonce za ok. 1000 zł mamy do dyspozycji przez cały sezon największe resorty na Słowacji (Chopok, Tatrzańska Łomnica, Strbske Pleso), Spindleruv Mlyn w Czechach i resort Szczyrkowski. Za kolejne 50 euro karnet rozszerza się na austriackie Molltaler Gletscher i znajdujący się o pół godziny drogi dalej resort Ankogel-Mallnitz. To najlepsza możliwość, jeśli planujesz więcej niż tydzień na nartach. 

5 topowych miejsc dla fanów narciarstwa
Czytaj dalej →

(K)raj Karyntia 

Karyntia to kraj związkowy znajdujący się na samym południu Austrii, na miejsce jest ok. 740 km od granicy polsko-czeskiej w Gorzyczkach. Aż do końca jedzie się autostradami, choć na tych alpejskich obowiązuje ograniczenie prędkości do 100 km/h, a mandaty są naprawdę srogie. Dlatego nawet najdroższe i najmocniejsze samochody lokalesów poruszają się tu przepisowo. Przeżywamy szok kulturowy. 

Karyntia graniczy ze Słowenią i Włochami – z Obervellach, gdzie zamieszkaliśmy, w Dolomity jest zaledwie ok. 100 km, podobnie jak do legendarnej i dobrze znanej polskim kibicom skoków narciarskich Planicy („kryształowa kula dla naszego króla!”). Jaka jest Karyntia? Zjawiskowa, zielona, czysta, otoczona potężnymi szczytami, bogata i oferująca takie możliwości dla miłośników sportów outdoorowych (trekking, rowery, wodospady, kajaki, jeziora, wspinaczka), że postanowiliśmy poświęcić jej odrębny artykuł. 

Wodospad w Karyntii

Teraz wspomnę tylko, że rozgrywające się tu sceny życia codziennego wyglądają jak z landschaftów, a wcale nie są udawane! Pociąg przejeżdżający po kamiennym moście wzniesionym kilkaset metrów nad urokliwą uliczką małego miasta, gdzie pijesz kawę i zagryzasz apfelstrudlem tuż po nartach? Tak, taka jest Karyntia. 

Karyntia

Jedziemy na lodowiec 

Ciepły październik sprawia, że łatwo zgubić orientację – to już jesień w pełni czy jeszcze wiosna? Późne lato? Tuż przed wyjazdem na lodowiec sięgam po jabłko rosnące w ogrodzie zupełnie pustego domu, w którym się zatrzymaliśmy. Słońce opala i nic nie wskazuje na to, że za pół godziny będę jeździł po śniegu! 

Trasa na lodowiec Molltaler

Na dolną stację Molltalera prowadzą serpentyny wiodące z miejscowości Flattach, wokół jest mnóstwo tzw. gasthoffów, czyli domów wczasowych, ale teraz wszystkie stoją puste. W ogóle ludzi jest jak na lekarstwo – letnicy wyjechali, a narciarze jeszcze nie zdążyli dojechać, więc po drodze mijam więcej krów niż ludzi (ach, gdyby być alpejską krową i mieć takie widoki na co dzień!) 

Piękno natury w Alpach

Zza zakrętów wyłaniają się kolejne wodospady, bo Karyntia z nich słynie, podobnie jak z jezior, których jest tu ponad 1000! Po dziesięciu kilometrach docieramy na miejsce, o czym zaświadcza duży witacz, poza tym tylko niski budynek, a obok wodospad. Halo! Gdzie są wyciągi? 

Molltaler, oznaczenie ośrodka narciarskiego

Przyznam, że jeździłem już w wielu krajach, rok do roku spędzam na nartach przynajmniej 40 dni, ale do Austrii zawitałem po raz pierwszy. Wjeżdżałem orczykami pamiętającymi Edwarda Gierka (Pilsko!), we Francji w L2A wsiadałem do niedomykających się gondoli z połowy lat osiemdziesiątych, a w Verbier w Szwajcarii na Mont Gele podróżowałem nowiutką koleją linową z windowym na pokładzie. Jednak koleją w tunelu wydrążonym w skale jechałem po raz pierwszy. (Kolej linowa na górze Żar to jednak co innego). 

Kolejka na lodowiec Molltaler

W 2000 roku w Kaprun w wyniku pożaru podobnej zginęło 155 osób, w tym narciarskie sławy. Supernowoczesne metro zapaliło się wskutek awarii… farelki, którą dogrzewał się maszynista. Wyobraźnia pracuje, choć wiadomo, że to był jeden jedyny taki przypadek w historii. Zdarzyło się to 11 listopada, w trakcie oficjalnego rozpoczęcia sezonu na lodowcu Kitzsteinhorn.

Narty – czym kierować się podczas ich zakupu?
Czytaj dalej →

Molltaler Gletscher Express rusza z poziomu 1200 m.n.p.m., gdzie jest zielono i ciepło. W 8 minut pokonuje dystans 4,7 km i 1012 m przewyższenia, a po wyjściu z kolei znajdujemy się już w innej, wysokogórskiej rzeczywistości. Stamtąd na lodowiec zabierze nas gondola poruszająca się po stromej linie. Wrażenia? Jak z jazdy metrem, ciemno. Za to widoki po wyjściu na zewnątrz skłoniły nas do wspólnej wyprawy koleją z Jankiem w wózku kolejnego dnia. Mały mógłby się pochwalić, że był już pod lodowcem. 

Elbrus, odzież dla aktywnych
Karyntia
Molltaler

No to lecimy! 

Czynna trasa na lodowcu ma zaledwie 1000 m i kolor czerwony. Trochę jak w Wiśle, ale poza tym nic tu nie przypomina Beskidów. Ostatnim wyciągiem (fotele) dostajemy się pod sam szczyt Schareck (3122 m.n.p.m.) Na tej wysokości powietrze jest już zdecydowanie rzadsze i trudniej się oddycha, uderza perspektywa i kontrast pomiędzy ośnieżonymi szczytami i zielonymi dolinami. 

Ośrodek narciarski Molltaler
Narty w Austrii

Nie przyjechałem się tu ścigać, jak zdecydowana większość narciarzy. Ponieważ to jedyny w tym czasie czynny lodowiec w całej Austrii, trenują tutaj zawodnicy z Włoch, Słowacji, Rosji i oczywiście z Austrii. Mali narciarze mają charakterystyczne plecaki, które czasami wydają się być większe od nich, na stoku rozstawione są tyczki. Trenerzy wyciągają krótkofalówki i komunikują starty kolejnych osób. Ja podążam w stronę szczytu, żeby zajrzeć na drugą stronę gór, za którymi są… kolejne góry, doliny i wyciągi. 

Mgła w Alpach austriackich

Kolejnego dnia obserwuję Austriaków, którzy przyjechali na trening. Jadę za siedmioletnim chłopcem z kamerą, pierwszy skręt, drugi i… zostaję daleko w tyle. Wow. Jak się dowiedziałem, rozwija się pod okiem rodziców, zawodowych trenerów wraz z młodszą siostrą.

Stoki narciarskie dla początkujących i zaawansowanych
Czytaj dalej →

Sam zjazd jest dość łatwy i krótki, ale nie spodziewałem się więcej w październiku. Najlepsze dni tego sezonu dopiero nadejdą. Na razie to ten jest najlepszym, bo pierwszym, w którym po długiej przerwie wyciągnąłem deski i zrobiłem pierwsze skręty, przypomniałem sobie, dlaczego kiedyś zwariowałem na tym punkcie. Co ciekawe, śnieg okazał się być bardzo przyjemny, całkiem miękki, pewnie dlatego, że nocą spadło go parę centymetrów. Słońce zrobiło resztę. 

Małe może cieszyć najbardziej 

W sezonie Molltaler Gletscher zdecydowanie kusi. To łącznie 9 kolei i 16 tras, łącznie ponad 17 km jazdy. Niezbyt wiele jak na warunki alpejskie, ale ponieważ tylko w Karyntii znajduje się 27 ośrodków zimowych, nigdy nie ma tutaj tłoku charakterystycznego dla wielkich stacji. W zestawie dostajemy perfekcyjnie przygotowane trasy, gwarancję śniegu i zapierające dech widoki. Warto dodać, że trasy są zróżnicowane – i czarne, i niebieskie, a na najmłodszych i najbardziej początkujących czekają krótkie wyciągi u podnóża lodowca. 

Trasy narciarskie, mapa lodowca Molltaler

I jeszcze jeden plus – pobliska stacja Ankogel-Mallnitz. 3 wyciągi w miasteczku, 3 wyżej, 9 tras. Malutki resort. Jednak podobno o ile na Molltalerze w sezonie można spotkać jakichś ludzi, to tam już niekoniecznie. Ostrzymy sobie pazury na zjazdy poza trasą w tym rejonie. W końcu świeży, nierozjeżdżony śnieg to największe złoto dla freeriderów, a w popularnych, dużych stacjach znika już przed południem. 

Po całym dniu zjeżdżania do miasteczka wróciłem jak zwykle w Alpach – wymęczony i szczęśliwy. Kolejnego dnia nie dopisała już pogoda, nastało „mleko”. Jednak nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – zabraliśmy się za zwiedzanie Karyntii. I o tym opowiem w kolejnym wpisie: Austria jesienią: już po sezonie i jeszcze przed

Dominik, Ola i Janek

Dominik Łaciak

Od ponad 20 lat jest w trudnym (dla swojej kieszeni) związku z narciarstwem. W górach spędza ponad 40 dni w roku – jako pasjonat, pilot i instruktor narciarstwa. Najczęściej spotkacie go na Chopoku i Pilsku. Dominik praktycznie od zawsze lubił jeździć na nartach, ale kiedy poznał narciarstwo pozatrasowe, przepadł na dobre. Na całe szczęście, dzięki pracy instruktora, może łączyć przyjemne z pożytecznym i w górach spędzać znaczną część roku. Dominik to zresztą nie tylko praktyk. O narciarstwie pisze, narciarstwo fotografuje i filmuje. O swojej pasji opowiada m.in. na mikroblogu: https://www.facebook.com/dlaciak/.

Mogą Ci się spodobać

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się