Jego wysokość Chopok. Król z Niskich Tatr

05 marzec 2019

Chopok jest w tej części Europy naj, i kropka. Tylu kilometrów zróżnicowanych tras i tak nowoczesnej infrastruktury nie ma żadna inna stacja w Polsce, Czechach czy na Słowacji. Jednak jest też stosunkowo drogi, a w szczycie sezonu przeludniony, więc z tras szybko znika sztruks, a z bezdroży puch.

Potok samochodów na polskich rejestracjach widać już na przejściu granicznym w Korbielowie. Część turystów pozostanie w mniejszych stacjach po drodze, np. w Rohaczach, na Kubinskiej Holi albo w Rużomberoku. Zdecydowana większość pojedzie jednak w stronę Liptowskiego Mikulasza, żeby odwiedzić największy ośrodek w tej części Europy.

To trzydziestotysięczne miasto jest ostatnim przystankiem przed wjazdem do Doliny Demanowskiej, gdzie znajduje się stacja. Na miejski krajobraz składają się fabryki i blokowiska, Mikulasz za nic w świecie nie przypomina wysmakowanych kurortów alpejskich! Socmodernistyczna zabudowa i dymy z zakładów przemysłowych kontrastują ze wznoszącymi się nad miastem Wysokimi Tatrami na północy i Niskimi Tatrami na południu. Całość wygląda surrealistycznie, jakby wepchnąć typowe przemysłowe miasto pomiędzy szczyty górskie i nakazać mu pełnić funkcje turystyczne.

Jednak im bliżej wyciągów, tym więcej bizantyjskich hoteli, eleganckich chaletów i nowoczesnych pensjonatów, w których nocleg potrafi kosztować nawet kilkaset euro. Na właścicieli najbardziej zasobnych portfeli czeka hotel Rotunda na samym Chopoku albo Grand Hotel w Jasnej. Mniej zamożni klienci dojeżdżają każdego dnia z pobliskich Bodic, Liptowskiego Jana czy Mikulasza właśnie. Warto dodać, że liczba miejsc noclegowych rośnie wykładniczo, a widać to po prężących muskuły żurawiach i pnących się w niebo kolejnych piętrach hoteli.

Dojazd jest dobrze zorganizowany – do doliny jeżdżą darmowe skibusy. Zapełnione szczególnie wtedy, gdy kończą się miejsca na parkingach w stacji i samochód zostawia się na obrzeżach.

Liczby nie kłamią

W 2016 roku kierunek na Chopok miało obrać aż 600 tys. Polaków, co stanowi 30% wszystkich klientów odwiedzających stację. W Jasnej często spotyka się też mieszkańców szeroko pojętego Wschodu (Węgry, Białoruś, Rosja), krajów bałtyckich i Niemiec.

O sile stacji świadczą liczby. Trochę ponad 100 km od granicy z Polską, ok. 45 km tras (kilkanaście długich nitek, a wg oznaczeń aż 39 szlaków), 23 wyciągi i znaczne różnice poziomów. Np. zjeżdżając ze szczytu (2024 m n.p.m.) do wyciągu Lucky, pokonujemy aż 1060 m przewyższenia, a na nartach pozostajemy przez ponad 5 km. Tylko jedna trasa na Słowacji jest dłuższa – ta wiedzie spod szczytu Tatrzańskiej Łomnicy w Wysokich Tatrach. Jeśli dodamy do tego supernowoczesną infrastrukturę, nowatorski marketing i politykę jakości, to na papierze otrzymamy murowanego kandydata na najlepszy resort Europy Środkowo-Wschodniej.

Północna twarz, południowa twarz

A nie na papierze? Kiedy nie ma pogody, Chopok skrywa się pod grubą warstwą chmur. Widać tylko najbliższe, niżej położone wyciągi, których końce i tak nikną w spowijającej wszystko mgle. Mocniejsze podmuchy wiatru czuć już na dole, ale piekło zaczyna się wyżej. To dlatego biegnąca na szczyt kolej gondolowa Funitel wjeżdża na dwóch linach.

Niestety, góra ma bardzo chimeryczne oblicze, a pogoda rozdaje tu karty. Chopok jest jak Doktor Jekyll i Mister Hyde. Przez wiele dni w sezonie wieje tak, że trudno zapiąć sprzęt, a jazda polega na szukaniu najbliższego baru we mgle. Jednak kiedy wyjdzie słońce, to wszystko się zmienia, a przy odrobinie zapomnienia można pomyśleć, że znaleźliśmy się w Alpach.

Najwyższy w paśmie Niskich Tatr jest Dżumbier, przy dobrej pogodzie widoczny jak na dłoni, godzinę spaceru od Chopoka. Wtedy widać też fenomenalną panoramę Wysokich Tatr, a nawet beskidzkie szczyty Babiej Góry i Pilska. Wówczas można docenić ogrom przygotowanych tras i nowoczesnej infrastruktury, które czekają tu na amatorów zimowych sportów.

A gdy już przy kontrastach jesteśmy – warto dodać, że na Chopoku zagospodarowane są zarówno północne, jak i południowe stoki. Zdecydowanie wolę te drugie – gdy po północnej stronie utrzymuje się cień, a na trasach tworzy lód, na południu jest miękko i ciepło. Szczególnie godna uwagi jest długa (ok. 4,3 km) i wymagająca czarno-czerwona 33., która biegnie ze szczytu aż do Krupovej. Żeby wjechać z powrotem na szczyt, wystarczy przesiąść się pomiędzy nowoczesnymi gondolami. Całość zajmuje około 20 minut.

Mistrzyni świata z Chopoka

W dniu, w którym piszę ten tekst, słowacka narciarka Petra Vlhova zostanie mistrzynią świata w slalomie gigancie. Już od wjazdu do doliny czuć, że lokalsi mają swoją własną małyszomanię. Vlhova zerka z bilbordów, tablice informują o wspólnym oglądaniu przejazdów pod jednym z wyciągów, a Słowacy z Żyliny chwalą się, że niedawno spotkali narciarkę w jednej z knajpek na stoku.

Nic dziwnego. 23-latka, która z mistrzostw w szwedzkim Are przywiozła medale każdego koloru, pochodzi z Liptowskiego Mikulasza i wychowała się na stokach Chopoka. W tym sezonie przegrywa tylko z Amerykanką Mikaelą Shiffrin, pozostawiając w tyle koleżanki z najbardziej liczących się alpejskich krajów.

Dopytuję pracownika ski patrolu, na których trasach trenowała zawodniczka? Okazuje się, że ten przyjaźni się z jej bratem, z którym jeżdżą na motocyklach. Pojawiają się nazwy tras: 7 i 1. Owszem, całkiem długie i o ciekawym profilu, ale też zatłoczone, szczególnie w szczycie sezonu. To zupełnie inne warunki do treningów niż na pustych, szerokich serpentynach alpejskich. Cieszę się razem ze Słowakami!

Liptowski lifestyle

Miejscowa kuchnia górska jest charakterystyczna dla kultury pasterskiej. Sery, mleko, czosnek, prostota… Będąc na Chopoku, z pewnością trzeba spróbować haluszków z bryndzą, nie bez przyczyny nazywanych tu „slovakian gnocchi”. Występują także w wariancie z kiełbasą albo kapustą.

Obowiązkową pozycją jest zupa czosnkowa podawana jako krem w chlebie lub na rosole z grzankami i ciągnącym się serem, smażony ser z frytkami i… piwo! Słowacy mają też swoją lokalną odmianę likieru ziołowego. O ile Czesi piją Becherovkę, Francuzi lubują się w Genepi, tak na Chopoku pije się produkowaną z 14 różnych ziół Demanovkę.

Ceny na Chopoku są niższe niż w Alpach, jednak zdecydowanie wyższe niż w innych lokalnych stacjach. Można powiedzieć, że są europejskie. Za haluszki przy dolnej stacji zapłacimy ok. 6, a w restauracji na szczycie ponad 10 euro! Moim ulubionym miejscem na obiad jest słynąca z regionalnej kuchni Chata Zahradky – nigdzie indziej zupa czosnkowa nie jest tak wyrazista!

Tutejsze apres ski jest coraz lepsze, a i snowparku Słowacy nie muszą się wstydzić – w tym ciągle się coś dzieje! W centrum resortu w Jasnej znajduje się też dyskoteka Happy End, w której z pompą rozpoczyna się i kończy sezon.

Wreszcie Chopok to mekka dla freeriderów! Po opadzie riderzy na szerokich deskach pozdrawiają się w kolejce i wymieniają informacjami o warunkach w żlebach. Jazda poza trasą jest tutaj całkowicie legalna, można kupić dedykowane ubezpieczenie, wypożyczyć sprzęt i odebrać mapę przedstawiającą opcje. Tych jest tu bez liku i prawie wszędzie da się dojechać z wyciągu. To tu odbywają się kwalifikacje do Freeride World Tour, czyli czegoś na wzór pucharu świata w jeździe pozatrasowej (4 na 5 gwiazdek prestiżu).

 Alpejskie aspiracje, alpejskie ceny karnetów

Jasna Chopok to flagowy resort w zespole ośrodków Tatra Mountain Resort, potężne konsorcjum zarządza także największym w Czechach Spindlerovym Mlynem, najwyżej położoną stacją w Tatrach na zboczu Łomnicy, a także resortami w Strbskim Plesie czy w Szczyrku. To właściciele Tatralandii, z kolei największego aquaparku w tej części Europy (opodal Liptowskiego Mikulasza), Besenovej czy… Legendii w Chorzowie. Teraz ostrzą sobie pazury na pierwszą stację w Austrii.

Uwagę zwraca dbałość o szczegóły i wysoka polityka jakości. Nad wyciągami znajdują się ekrany wyświetlające reklamy, przy wyciągach znajdują się zdjęcia i imiona osób obsługujących danego dnia, a trasy są solidnie przygotowywane do jazdy. Niestety, to wszystko kosztuje.
Na Chopoku ceny karnetów zmieniają się dynamicznie, na wzór biletów lotniczych. Oznacza to, że w dniach szczytu, np. w okresie bożonarodzeniowym, cena całodniowej jazdy to nawet 50 euro! Oczywiście są promocje i wtedy bilet da się kupić za 19 czy nawet za 9 euro, ale trzeba polować. Średni koszt karnetu to ok. 35 euro.

Atrakcyjną ofertą jest też całosezonowy skipass, który w tym sezonie kosztował 230 euro i upoważnia do jazdy także w Wysokich Tatrach. Ciekawym rozwiązaniem jest system lojalnościowy – każde wydane euro to punkt, a te można później wymienić, np. na darmowe wejście do Tatralandii.

Czy warto?

W mojej opinii to najlepsza stacja na krótkie wypady – np. z Katowic (ok. 230 km) można tu przyjechać na jeden dzień, a z trochę bardziej oddalonych miast na kilka dni. I to najlepsze wyjście. Chopok w żadnym razie nie może konkurować z alpejskimi stacjami – nowoczesna infrastruktura to jedno, a tłok na trasach i ich ograniczona ilość drugie, zaś cenowo wychodzi pewnie porównywalnie.

Tak samo żadna inna stacja w naszej części świata nie może konkurować z Chopokiem. To nasz król z Niskich Tatr, dlatego: tak, warto.

Dominik Łaciak

Od ponad 20 lat jest w trudnym (dla swojej kieszeni) związku z narciarstwem. W górach spędza ponad 40 dni w roku – jako pasjonat, pilot i instruktor narciarstwa. Najczęściej spotkacie go na Chopoku i Pilsku. Dominik praktycznie od zawsze lubił jeździć na nartach, ale kiedy poznał narciarstwo pozatrasowe, przepadł na dobre. Na całe szczęście, dzięki pracy instruktora, może łączyć przyjemne z pożytecznym i w górach spędzać znaczną część roku. Dominik to zresztą nie tylko praktyk. O narciarstwie pisze, narciarstwo fotografuje i filmuje. O swojej pasji opowiada m.in. na mikroblogu: https://www.facebook.com/dlaciak/.

Mogą Ci się spodobać

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się